
Przypadek pacjenta z ostrogą piętową oraz halluxem.
Często mówi się, że terapia manualna działa głównie dzięki nastawieniu pacjenta. Jednak ten przypadek pokazuje, że nawet sceptyczna postawa nie przeszkadza w osiągnięciu realnych efektów.
Placebo? Nie tym razem.
Jakiś czas temu zgłosiła się do mnie pacjentka z polecenia swojej znajomej z pracy. Jak się okazało, koleżanki nie do końca się zrozumiały – pacjentka była przekonana, że jestem osteopatą.
Wyjaśniłem jej, że pracuję głównie metodą P-DTR (Proprioceptive – Deep Tendon Reflex), która koncentruje się na regulacji pracy układu nerwowego.
Zgłaszane objawy
Pacjentka zgłosiła się z bólem palucha koślawego (halluxa), śródstopia i pięty (ostrogi), nasilającym się podczas chodzenia.
Miała za sobą serię zabiegów: fale uderzeniowe, masaż i taping, ale bez większej poprawy. Sceptycznie nastawiona do mojego podejścia, zdecydowała jednak, że skoro już przyjechała z innego miasta, to spróbuje.
Efekty terapii manualnej? Pozytywne!
Podczas pierwszej wizyty skupiłem się na podrażnionych więzadłach w obszarze palców, śródstopia i stawu skokowego.
Po kilku dniach pacjentka zadzwoniła, żeby jednak umówić kolejną wizytę, bo ból zmniejszył się o 50%! Do pełnego rozwiązania problemu potrzebne były 3 wizyty.
Jeśli borykasz się z przewlekłymi dolegliwościami, które nie ustępują mimo prób różnych terapii, być może kluczem jest praca z układem nerwowym.
Daj szansę swojemu ciału na odzyskanie sprawności!
